logo


WYPRAWY - Czekając na Czechy

Czekając na Czechy...
 

19jpg

Czekam, czekam no w końcu jadę, podbijać te Czechy po Euro 2012 smutek myślę sobie, że może ja powalczę godnie. W końcu przecież jadę z Andrzejem który był już na tym zbiorniku więc wiara jest wielka, nadzieja w sercu większa niż w naszą reprezentację!!!!!!!!! hehehehehehe….. Korzystając z okazji a raczej propozycji Andrzeja Ruszkiewicza postanawiam jechać na – Jaroslav. Prywatne łowisko, które zachwala Andreas napawa mnie wielkim optymizmem, wielką chęcią złowienia pięknych karpi. Jak już wcześniej wspomniałem Andrzej odwiedził ten zbiornik z Rostią i tak mu się spodobało, że zabukował dwa terminy. Miałem możliwość skorzystania z drugiego więc po chwili zastanowienia mówię jadę. Umawiamy się na 26 sierpnia, jest to Niedziela. Zasiadka trwa siedem nocek a wiec siedzimy do następnej Niedzieli. Cena pobytu to 6000 koron równowartość 1050 zł. Droga to około 400 kilometrów, które trzeba pokonać. Nie jest to jakaś straszna odległość ale rzut beretem też nie. łowienie możemy zacząć o godzinie czternastej więc wyjazd planujemy na godzinę 7:00, żeby spokojnie dotrzeć na miejsce z postojem na zatankowanie auta i naszych żołądków .Przez wczesną porę wyjazdu decydujemy się na pakowanie dzień wcześniej by rankiem spokojne sobie wyruszyć w trasę. Na miejsce dojeżdżamy o godzinie czternastej tak jak planowaliśmy. Bramę otwiera nam właściciel Corda a moim oczom ukazują się, dwa domki położone w lesie i parę zaparkowanych aut. Wysiadamy i oglądamy zbiornik.  Jestem tak podniecony, że w pierwszej chwili nie dostrzegam piękna tego krajobrazu . Dopiero po chwili dociera do mnie, iż jestem w wędkarskim raju.

34.jpg


35.jpg


36.jpg


37.jpg

Zbiornik położony jest całkowicie w lesie, ma powierzchnie 10,6 hektara a głębokość dochodzi do ośmiu metrów. Malowniczy krajobraz, który nas otacza jeszcze bardziej działa na wyobraźnie. Nie mogę doczekać się pierwszego pipiiii… Ustawiamy przyczepkę i zaczynamy wypakowywać graty. Łładujemy je do łódek, które dostajemy do dyspozycji. Chwilę to trwa ale wszystko udaje się zapakować i płyniemy na stanowisko. Międzyczasie poznajemy Pepa opiekuna wody. Okazuje się bardzo sympatycznym człowiekiem. Wszystko nam wyjaśnia gdzie mamy stanowisko, jaki mamy obszary wody i co zostało złowione w poprzednim tygodniu z naszego miejsca. Wiadomości są bardzo pozytywne. Ryby powyżej 20 kg łowione są regularnie. Cieszą mnie te wiadomości choć chciałbym pobić swój rekord żżyciowy a nie od razu złowić rybę życia. Spakowani do łodzi, zakładamy jeszcze silnik i płyniemy na stanowisko nr 1 i 2. Stanowisk na tym zbiorniku jest dziewięć podzielonych na cztery po trzy dwuosobowe i jedno trzyosobowe ( pierwsze 1,2, drugie 3,4,5 trzecie 6,7 a czwarte 8,9). Docieramy na miejsce o godzinie 15:15 i oglądamy miejscówkę która jest przygotowana w stylu angielskim . Brzegi umocnione drewnianym balami a podłoże pod namiot wysypane żwirkiem.

02.jpg


03.jpg

W pobliżu stanowiska znajduje się toaleta, kosze na śmieci, stół i dwie ławeczki więc myślę, że nic więcej nam nie potrzeba. Rozbijamy obozowisko popijając browar. Idzie nam to bardzo szybko. Rozkładamy namiot, łóżka i zawieszamy nad stołem i ławeczkami pałatkę. W międzyczasie dociera do nas Pepa i zabiera na przejażdżkę łodzią pokazując miejscówki z których możemy  łowić. Najciekawsze miejsca oznaczone są bojkami bądź markerami.

04.jpg


05.jpg


06.jpg


07.jpg

Szykujemy zestawy i powoli zaczynamy rytuał wywożenia tajnych przynęt. Korzystamy z markerów które proponuje opiekun wody, ponieważ wydają się bardzo atrakcyjne i nie ma potrzeby szukania innych. Około 19-stej mamy wywiezione wszystkie zestawy i leniuchowanie czas zacząć. Nalewamy małe co nieco i relaksujemy się przepiękną pogodą . Pierwsze branie następuje o godzinie 21:30. Andrzej podbiega do kija i zacina - siedzi, niestety rybka szybko się spina i zostajemy z niczym (branie na kulkę 32mm Hot Demon). Nie zdążyliśmy jeszcze podyskutować na temat spinki a tu kolejny odjazd tym razem ryba uwalnia się przy samym brzegu. Ponownie skusił ją Hot Demon 32mm. Wywozimy zestawy i  jemy kolacje. Troszkę późno, ale w końcu trzeba było coś zjeść. Około godz. 23.30 następuje kolejny odjazd i wreszcie rybka ląduje na macie, Andrzej wyholował pięknego karpika o wadze 16,70 kg, który tym razem połasił się na SK 30 o rozmiarze 32mm. Ustalamy, że w nocy nie będziemy wywozić zestawów wiec kładziemy się spać. Sen nie trwa jednak długo bo 45 minut po północy następuje branie. Zacinam i pudło. Zwijam zestaw i kładę się spać niestety nie mogę zasnąć bo rozmyślam dlaczego ryba się nie zacięła. W końcu udaje mi się zasnąć do godziny szóstej rano, kiedy to ze snu wyrywa mnie dźwięk mojego sygnalizatora. Podbiegam do wędki i spoglądam a tam dwa sygnały szaleją.  Pomyślałem, no pięknie ryba wpłynęła w drugi zestaw. Podnoszę kij do góry i czuję opór. Wołam Andrzeja by pomógł mi z drugim kijem. Po chwili nie czuje już ciągnięcia bo trafiam na zaczep a Andrzej mówi, że na drugim kiju jest ryba i oddaje mi wędkę. Zaczynam hol po którym wyciągam karpia o wadze 15.40 kg.Jest to mój nowy rekord życiowy

08.jpg


09.jpg

Nie kładziemy się już spać. Pewnie i tak bym nie zasnął. Robimy kawę, śniadanko i zabieramy się do wywożenia zestawów. O godzinie dziesiątej kończymy wywózkę. Trwało to troszkę ale doszliśmy do wniosku, że wędziska są zbyt gęsto położone ponieważ w trakcie holu za dużo jest plątaniny i przez to tracimy rybki. Czterdzieści minut później kolejne branie. Niestety rybka popłynęła gdzie chciała i zaparkowała w kołkach mimo siedzenia bardzo blisko wędek. Po przemyśleniach i rozmowie dochodzimy do wniosku, który nasuwa się sam. Byliśmy bez szans!!! Mimo dość siłowego holu. O godz.11:30 zacinam i strzela żyłka. Zaśmierdziało amatorszczyzną z mojej strony. Za mocno tnę i żyłka przeciera się o plastikową rurkę. Nie wspomniałem wcześniej, iż najciekawsze dla nas miejsce jest bardzo po skosie i musimy łowić przy użyciu rurki plastikowej lub podpórki wbitej w wodę by załamać kąt żyłki. Skoro już wspomniałem o niuansach tego łowiska to jest kilka zasad które trzeba przestrzegać mianowicie : hak bezzadziorowy, dwadzieścia metrów strzałówki i żyłka a nie plecionka choć tego ostatniego nie jestem pewien. Pewna część zbiornika jest wyłączona z łowienia i odgrodzona bojkami ponieważ znajduje się tam bardzo dużo pni i zwalonych drzew.

10.jpg


Kolejny odjazd następuje o 14:45 tym razem Andrzej delikatnie podnosi kijek i po krótkim holu tradycyjna spinka, ale chwile później jest następny strzał i wreszcie udaje się wyholować karpika pełno-łuskiego waga wskazuje 11.20 kg.

11.jpg


12.jpg

Na kolejne branie nie musimy długo czekać. O godzinie 16:50 odjazd na hot demona i prawdziwa przyjemność z holu. Wsiadam na łódkę i dostaje lekcje pokory. Rybka ciągnie mnie po wodzie gdzie chce.

13.jpg


14.jpg

Bardzo silna sztuka pomyślałem, ale za wygrana nie dałem i w końcu trafia do podbieraka. Przyznam Andrzej miał wielka frajdę oglądając co ten kapiszon ze mną wyprawiał i troszkę się pośmiał. Wracam na brzeg i myślę sobie kolejna życiówka. Szybko na matę kilka fotek a po ważeniu rybka zmęczona wraca do wody. Tym razem waga wskazuje 16.80 kg. Dla takich chwil tu przyjechałem.


15.jpg


16.jpg

Na kolejną rybę musimy czekać do 22:30 choć wcześniej było branie. Niestety ale  ryba ponownie się wypięła. Tym razem branie następuje z zatoczki a ja spokojnie holuję ją do brzegu wiedząc, że po drodze nie ma zaczepów. Wyholowany karpik waży 9.30 kg.  Po wypuszczeniu rybki myślałem sobie po co kij ma leżeć na brzegu wiec wyrzucam zestaw gdzie popadnie na pojedynczą kulkę i kładę się spać. Druga zero-pięć ze snu wyrywa nas pikanie  na sygnalizatorze Andrzeja.  Zacinka i kolejna sztuka ląduje na macie. Waga pokazuje 15.30 kg.  Kładziemy się spać. Jeszcze dobrze nie zmrużyłem oka a tu kolejne branie. Spoglądam na centralkę i oczom nie wierzę znowu żółty sygnalizator. Przecież to było wyrzucone ot tak sobie. Zrywam się i biegnę do kija. Unoszę go do góry i zaczynam hol. Znowu rytuał ważenia (9.40 kg), odkażanie i do wody. Tu skuteczna dwa razy okazała się sk30 32 mm. Na kolejne branie musimy poczekać do wieczora. Relaksujemy się przez cały dzień korzystając z promieni słonecznych i przede wszystkim procentów alkoholowych w niedużych ilościach. Zbliżała się północ kiedy orkiestra zagrała i mój Kompan wyciągnął karpika 14.20. Ponownie super kulką okazała się sk30 o rozmiarze 32mm. Mija godzina od ostatniego brania i jest kolejne ( 00:40), karpik który sprawia, iż w mojej główce szaleństwo. Kolejny rekord życiowy 17.80 kg. Jestem bardzo szczęśliwy.  Wypuszczam tego bydlaka do wody z wielką radością.

17.jpg


18.jpg


19.jpg


20.jpg

Na tym kończy się ten dzień. Pozwalamy sobie na nieco więcej snu tej nocy ponieważ nic nas już nie budzi. Dzień zaczynamy od śniadanka.  Andrzej pitrasi jajecznicę a ja otwieram browar. Podział obowiązków musiał być hehehehe…… Wywozimy zestawy po czym znów korzystamy z urlopu, dziś pozwalamy sobie na więcej trunków. Przez cały dzień nie mieliśmy żadnej rybki więc kolejny raz korzystamy z prysznica (cena tej przyjemności na tym łowisku to 16 zł, lecz warto z takiego luksusu skorzystać). Dwudziesta trzydzieści mam branie i ponownie skuteczna okazuje się sk30 20 mm podwieszona pływakiem squid octopus 10mm.  Na haczku jak to Czesi powiadają uwiesiła się jedna z najmniejszych rybek zasiadki. Brzdąc waży 7.70kg. Dzisiejszego wieczora wcześnie kładziemy się spać i śpimy do godziny dwunastej czterdzieści kiedy to odzywa się mój RX. Przy kiju znajduje się błyskawicznie. Podnoszę wędkę do góry i czuje bardzo mocny odjazd bez szarpaniny. Rybka jest bardzo silna i na początku pomyślałem, że to będzie duży karp. Chwilę później ryba wyskakuje z wody i zdaję sobie sprawę, że to niemały jesiotr.  Po dłuższym holu widzę strzałówkę, ale tylko na chwilę ponieważ ryba robi zwrot i wybiera bardzo dużo żyłki. Dzieje tak się kilka razy. Myślę sobie... zmęcz się troszkę bo zaczyna to przypominać zabawę w kotka i myszkę. Nagle jesiotr przestaje walczyć, wykłada się a ja próbuję włożyć go do podbieraka. Biegnę do namiotu próbuje obudzić Andrzeja ale troszkę to trwa bo daliśmy czadu tego wieczora. W końcu pobudka podziałała i razem oglądamy tego dinozaura. Wygląda przepięknie, majestatycznie, perfekcyjnie zresztą sami oceńcie.

21.jpg


22.jpg


23.jpg


24.jpg


25.jpg

Z rybą obchodzimy się delikatnie. Szybkie zdjęcia, ważenie i wracamy z jesiotrem do wody. Chwilę wachluję i wypuszczam ten wspaniały okaz. Kładę się spać i zasypiam. O godz. 4:40 pełno łuski karpik ląduje na macie a  waga wskazuje 8.50 kg . Kolejny raz sprawdza się maksyma po co ma zestaw  leżeć na brzegu jak może w wodzie. Piszę o tym bo było to branie z rzutu bez nęcenia. O godzinie 6:50 Andrzej dostaje karpika 12.90 kg. Rybka pokusiła się na sk30 24mm + pływaczek octopusa. Kolejna rybka karze sobie czekać do godziny 12.50. Karp jest piękny pełno łuski a pokusił się na sk30 o rozmiarze 32mm. Waga wskazuje 17.30kg. Oglądam ją dokładnie bo to mój największy pełnołuski.

26.jpg

Siedzimy rozmawiamy sobie oglądając okalające nas widoki i widzę piękny spław w miejscu, gdzie znajduje się mój marker. Andrzej mówi zaraz będziesz miał branie. Nie zdążył tego powiedzieć a tu jedzie. Kolejny jesiotr połasił się na sk30 a waga tym razem pokazała 10.80 kg.

27.jpg


28.jpg

To w ogóle był dzień jesiotra bo o godzinie 19:30 Andrzej dostaje tzw. bieługę ważącą 21.5kg

29.jpg

Mijają dwie godziny i z pod bojki numer sześć strzał i piękna rybka 19.10 kg. Branie nastąpiło na trzy orzechy tygrysie co mnie nie dziwi bo sypane było przy każdej wywózce. W dzień łowimy jeszcze cztery ryby o wadze 7.20 kg, 11.10 kg, 10.10 kg i 11.40kg. Nadchodzi godzina 16:45 a wtedy trzy "tygrysy" zwabiły olbrzyma. Moment który zapamiętam na długo. Andrzej łowi wielkiego karpia o wadze  25.30kg. Nie mierzymy go ale po rozmowie z Cordą mówi, iż ryba jest nie fotogeniczna bo jest długa (110cm).

30.jpg


31.jpg


32.jpg


33.jpg

Tygodniowa zasiadka dobiega powoli końca a my jesteśmy bardzo zadowoleni. Doławiamy jeszcze ryby o wadze 9.50 kg, 13.30 kg, 10.60 kg oraz 16.80 kg. O 15:15 złowiłem jeszcze pełno łuskiego. Karpiak ważył 15.30 kg i był przedostatnią rybką naszej zasiadki. O godzinie 21;20 dostaje ostatnia rybę 10.50kg. Kładziemy się spać i spokojnie śpimy do rana. Wczesna pobudka, kawa i zabieramy się do zwijania sprzętu. Pakowanie przebiegło bardzo sprawnie. Załadowani do łódek wracamy do auta. Kąpiel przed podróżą i w drogę. Wracając rozmawiamy o całym wyjeździe, o plusach i minusach takich długich pobytów oraz o łowiskach komercyjnych - czy warto na nie jechać ?
Zostawiam to do waszej oceny.
Jestem przekonany, iż wielu z was skorzystałoby z okazji złowienia wielu pięknych ryb w tak krótkim czasie.
Dla chętnych podaję adres strony tego łowiska.

www.jezerojaroslav.cz

ADRIAN

Data utworzenia: 07/11/2012 @ 20:29
Ostatnie zmiany: 22/12/2014 @ 20:52
Kategoria : WYPRAWY
Strona czytana 4969 razy


Wersja do druku Wersja do druku


Komentarze

Nikt jeszcze nie komentowal tego artykulu.
Badz pierwszy!





^ Góra ^